GoKajak.com https://gokajak.com/img/my-shop-logo-1612910485.jpg

Oleniok - spływ ostatnią dziką rzeką świata?

Nurtujące Pytanie

Osobiście nie przepadam za sformułowaniami typu: naj, ostatnia, pierwsze itp. Kiedy więc dostałem propozycję udziału w wyprawie, której celem było spłynięcie rzeką Oleniok, jednej z ostatnich dzikich rzek świata, zapaliła mi się ostrzegawcza czerwona lampka. Syberyjska rzeka o długości ponad 2000 kilometrów w kraju Władimira Putina pozostawiona „odłogiem”, sama sobie? Na zachód większy brat Jenisej wykorzystywany bez umiaru przez Federację Rosyjską tak jak na wschodzie dużo większa siostra Lena. Dlaczego? Pierwszą odpowiedzią była skomplikowana akcja logistyczna mająca na celu przerzut naszych kajaków w rejon rozpoczęcia spływu. Gdyby nie  fakt, że blisko dopływu Olenioka, rzeki Ałakit, znajdują się dwie duże kopalnie diamentów, przetransportowanie na Oleniok sztywnych kajaków byłoby niemożliwe. To z powodu tych kopalni istnieją tu większe osady, co pociągnęło za sobą powstanie jakiejś tam sieci dróg – choćby zimników, a nawet lotniska w Polarnym z bezpośrednimi lotami z i do Moskwy! Jednak kiedy tak przemierzaliśmy bezkresną tajgę, której głównym składnikiem są rachityczne modrzewie, tajgę o tej porze nasączoną jak gąbka wodą, ciągle jeszcze nie rozumiałem dlaczego na takiej dużej rzece nie ma portów rzecznych i ruchu wodnego. Tak, dostać się nad górny Oleniok to trudne zadanie, wręcz wyprawa sama w sobie. Nasz” wiezdiechod z prawie siedmiometrowymi kajakami Aquariusa na dachu, tylko dzięki znajomości terenu i kunsztowi swego kierowcy i mechanika w jednej osobie, dotarł w końcu, po wyczerpującej walce, do Ałakitu. Po drodze jego wyciągarka wyrwała z korzeniami nie jeden modrzew. No tak, ale rzekę można zagospodarować od ujścia. Pytanie więc pozostało ciągle otwarte. Rankiem, po dwóch czy też trzech  kieliszkach samogonu, nasz wiezdiechod zniknął pomiędzy modrzewiami, pozostawiając nas sam na sam z Syberią, z perspektywą długiego rejsu bez kontaktu z cywilizacją. Przed nami, pora przedstawić uczestników: Damian Wojciechowski, Adam Grzegorzewski, Grzegorz Rózik i piszący te słowa Piotr Opacian, było ponad 2 000 kilometrów dzikiej rzeki tylko z jedną miejscowością nazwaną również Oleniokiem. Latem, połączona jest ze światem zewnętrznym jedynie drogą lotniczą, ale dla nas to ważny punkt, w który będziemy mogli uzupełnić zapasy żywności. Potem jakieś dwa „ośrodki wędkarskie”,  jeden dla „wierchuszki”,  a drugi dla funkcjonariuszy FSB, stacja meteorologiczna Suchana i to wszystko. Dla mnie przyznam, fantastyczna perspektywa.

Z Nurtem Syberyjskiej Rzeki

Dwa niby duże kajaki, ale wokół tak niesamowicie dużo maneli, że duża cześć ekwipunku musi znaleźć swoje miejsce przytroczona na pokładzie. Skąd ja to znam? Najciekawsze jest to, że po dwóch, trzech dniach jakoś zawsze to wszystko udaje się spakować dużo lepiej. To pakowanie wydaje się trudniejsze od samego płynięcia.  Ałakit na tym odcinku to podgórska rzeczka, niesie więc nieźle. Zanim zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić, wpadamy do Olenioka, a po kilku dniach cumujemy na małej plaży, z której wiezie droga do pobliskiej osady – Oleniok. Te setki kilometrów, które dzielą początek naszego spływu od osady Oleniok, to nieurozmaicony, żeby nie powiedzieć monotonny krajobraz, dość ubogiej syberyjskiej tajgi. Bywa to nużące dla wioślarza, nie ma co tego ukrywać. To na pewno nie wybrzeże klifowe ulubionej przeze mnie północnej Norwegi czy Szkocji, które zaskakuje nas swoją różnorodnością. Ta monotonia ma jednak też pewną zaletę. Prosta codzienność, pozbawiona natłoku obowiązków i ciągłe obcowanie z przyrodą wspaniale resetuje nasze umysły. Proste czynności sklarowania kajaka, czy rozbicia namiotu stają się wręcz rytuałem. Zostawiamy za sobą osadę Oleniok. Nie zapomnieli tam

o polskim badaczu tego regionu Syberii. Aleksander Czekanowski dumnie się prezentuje z opisem swoich dokonań w lokalnym muzeum etnograficznym. Przez wiele dni po opuszczeniu osady krajobraz jest bardzo podobny do tego sprzed osady. Różnicą jest wielkość rzeki. Oleniok staje się dość szeroki, ale nie niesie dużo wody. Jest przełom czerwca i lipca. Wody roztopowe, które napełniły koryto rzeki, pomknęły już na północ w stronę Morza Łaptiewów. Obniżanie się poziomu rzeki jest szokująco szybkie. Wieczorem pozostawiamy kajaki blisko brzegu, a o poranku musimy je taszczyć do rzeki nawet po kilkanaście metrów. W niektórych miejscach rzeka jest bardzo płytka a jej poziom ciągle opada.

Czyżby to było odpowiedzią?

Przy tak zmiennym poziomie rzeki i tak wielu płyciznach wydaje się już oczywiste dlaczego nie ma tu ruchu wodnego idącego od ujścia w górę rzeki. Kamieniste dno, płycizny, krótki okres kiedy woda w rzece nie jest zamarznięta to wystarczające chyba czynniki, które nie pozwalają na rozwój takiego transportu. A bez dróg transportowych nie powstaną tereny zagospodarowane. Na przeważającej długości biegu Olenioka nie mieszka nikt. Mieszkali tu kiedyś, również za czasów Czekanowskiego, Ewenkowie i Ewenowie. Niestety na wskutek „kolektywizacji” skupili się w większych osadach regionu takich jak Oleniok czy Tajmyłyr.

Tam Gdzie Nie Ma Człowieka

Najpospolitszą zwierzyną są tu renifery. I nie byłoby w tym nic wartego wspomnienia, gdyby nie nasze szczęście. Pewnego dnia natknęliśmy się na ich migracje przez Oleniok. Stada reniferów ciągnęły przez rzekę do „białego zmierzchu” – noce ciągle były jeszcze widne. Zanocowaliśmy w tym miejscu i odgłosy migracji uśpiły nas późnym wieczorem, by potem obudzić o poranku. Tysiące reniferów przepływało rzekę. Nie można było nabrać wody do gotowania. Wszędzie unosiła się ich sierść. Zapach niósł się daleko. Kiedy odpływaliśmy, kulminacja migracji w tym miejscu już się dawno skończyła, ale ciągle jeszcze grupy maruderów ciągnęły ze wschodniego brzegu na zachodni. Wzdłuż rzeki patrolują swoje rewiry łowieckie liczne tu wilki. Są dość ostrożne w stosunku do człowieka. Dość szybko uciekają. Prawdopodobnie więc muszą tu zimą docierać od czasu do czasu myśliwi. Niedźwiedzie natomiast nie wykazują żadnego respektu w stosunku do nas kajakarzy. Na pewnym odcinku rzeki spotykamy je każdego dnia, a nawet kilka razy dziennie. Na szczęście nie dochodzi do spotkania groźnego dla nas, nie musimy więc używać ani mini rakietnic, ani tym bardziej obżyna, który udało się nam załatwić w Ajchale, skąd wyruszaliśmy w stronę Ałakitu.

Te Niezwykłe Formy Skalne

Przed wyprawą, Oleniok utożsamialiśmy z pięknymi, kolorowymi formacjami skalnymi. Uwiecznione przez jedynych dwóch kajakarzy, którzy płynęli tą rzeką: Karpuchina i Koczergina, stały się dla nas symbolem tej rzeki. Stanowią one jednak krótki odcinek Olenioka. Wywarły na mnie pewne wrażenie, ale przyznam, że spodziewałem się czegoś więcej. Ich istotną częścią są pokrywy zwietrzelinowe. Czasami pokrywają znaczną część zbocza i spośród tego „morza” głazików i rumoszu skalnego strzela w niebo samotna iglica, która dała odpór procesom denudacyjnym. Dużo ciekawsze było wspinanie się na klify, a potem długie spacery wzdłuż nich z pięknymi widokami z jednej strony na dolinę Olenioka, a z drugiej na bezkresne, pofalowane tereny tundry. O ile bowiem w dolinie rzeki ciągle obecne są tam modrzewie, to 200-300 metrów wyżej, na wierzchowinie, królują już tylko trawy, mchy i porosty.

Tam Gdzie Kończy Się Dzika Rzeka

W Tajmyłyrze nasza wyprawa śladami Aleksandra Czekanowskiego dobiegła końca. Mamy nadzieję, że niejedna osoba, która o naszej wyprawie słyszała, sięgnie po literaturę, by pogłębić swoją wiedzę o tym wielkim Polaku. Jeśli tak, to nasz spływ dzięki temu, stanie się czymś więcej, niż wypadem czwórki kajakarzy, spełniających swoje marzenia.   

"WYPRAWA OLENIOK 2019 ŚLADAMI ALEKSANDRA CZEKANOWSKIEGO

ZOSTAŁA NAGRODZONA WYRÓŻNIENIEM W KATEGORII WYCZYN ROKU NA

NAJWIĘKSZEJ IMPREZIE PODRÓZNICZEJ

W EUROPIE : 22. OGÓLNOPOLSKIE

SPOTKANIA PODRÓŻNIKÓW, ŻEGLARZY

I ALPINISTÓW KOLOSY 2019"